Dla mądrych rodziców gry komputerowe nie są głupie

gry komputerowe

Skończ grać w te durne gry komputerowe! – krzyknął do syna wkurzony ojciec. Po czym chwycił za nóż i przeciął kabel od internetu.

Zaczęli się szarpać. Ojciec w amoku dźgnął syna nożem i będzie tego żałował do końca życia. Reanimacja nie dała efektu a ojciec poszedł siedzieć. Jest to skrajny przykład rodzicielskiej głupoty. A jednocześnie argument, że gry komputerowe wywołują agresję – nie tylko u dzieci.

Gry komputerowe to hobby, o czym rodzice nie pamiętają

W mojej karierze gracza było kilka tytułów, w które grałem dłużej niż dwa tygodnie. Nie żałuję ani jednej minuty, którą spędziłem przed komputerem grając w te gry. A były to setki tysięcy minut. A może i miliony? Mniejsza o to. Nie żałuję, że grałem. Miałem czas na granie.

Byłem dobrym uczniem – czerwone paski kolekcjonowałem nie tylko na dupie, ale również na świadectwach. Nauka przychodziła mi łatwo i szybko, przez co miałem dużo czasu na przyjemności. A przyjemnością było między innymi granie w gry komputerowe.

Gówno prawda, że dawniej dzieciństwo spędzało się na trzepaku. OK, siedzieliśmy na trzepaku. I nawet harataliśmy w gałę do zmroku. Ale na Boga, odkąd pamiętam grało się w gry! Najpierw telewizyjne, potem komputerowe. O tych pierwszych nie będę pisał, bo ledwo je pamiętam. Mam sentyment do Amigi 600, ale ze względu na mój wiek, to na PC “przegrałem pół życia”.

Gry komputerowe uczą, o czym rodzice zapominają

Grając w gry komputerowe nie byłem świadomy, że czegoś się uczę. Zupełnie jak dziecko, które poprzez zabawę poznaje świat. I to jest w grach najlepsze. Poznajcie gry, które uczyły i rozwijały Luka. 

1. Deluxe Ski Jump

Prevc robił w pampersy, gdy Luk na Słowenii skakał po 250m. Popularna “Małyszomania” to obok Wolfenstaina (tego, co zabijało się hitlerowców nożem) moja pierwsza gra komputerowa. A pierwszego razu się nie zapomina. Jako, że nie każdy miał komputer, to graliśmy w kafejkach internetowych i na lekcjach informatyki. Na stronach o grze były organizowane turnieje w DSJ. To były czasy internetu na korbkę, gdzie opłata była naliczana jak za połączenie telefoniczne. Multiplayer polegał na tym, że zapisywało się powtórkę skoku do pliku i wysyłało e-mailem do organizatora. On sobie potem odtwarzał nadesłane skoki i układał tabelę. DSJ był grą zręcznościową. Nauczył mnie, że myszka nie wytrzymuje uderzenia o ścianę, a porażka jest czymś normalnym w drodze do zwycięstwa. Nie miałem zbytnio pieniędzy na nowe myszki, więc stałem się opanowany i bardziej cierpliwy. Poniżej topowy kawałek tamtych lat. Pamiętacie Resort K-CE?

2. The Sims

To właśnie w Simsach zbudowałem swój pierwszy dom, pierwszy raz się ożeniłem, spłodziłem dziecko i pierwszy raz umarłem. Jak tu nie pamiętać o tej grze? Simsy nauczyły mnie życia w dzisiejszym świecie. Pokazały, że jedyne co mogę zrobić złodziejowi okradającemu mój dom, to zadzwonić na policję. Nauczyły, że życie rozpoczyna się od bycia gońcem, oglądania starego telewizora i spania na łóżku polowym. Dały też nadzieję, że z roku na rok będzie lepiej. Simsy zaspokoiły moją ciekawość na to, co się stanie, gdy zamuruję kogoś w domu. Jeśli choć raz nie skasowałeś drabinki by sprawdzić, czy Sim wyjdzie z basenu, to nie możesz nazywać się człowiekiem.

3. Tropico

tropico

Niesamowity klimat karaibskiej wyspy i latynoamerykańska muzyka sprawiły, że zakochałem się w Kubie lat 50. Grając w Tropico czułem w powietrzu zapach dymu cygarowego i gorzelniany oddech Fidela Castro. W grze wcielałem się w El Presidente i tworzyłem komunistyczny raj. Władzę miałem nieograniczoną, nie decydując chyba tylko o tym, kiedy jakiś tubylec umrze. Chociaż nie, o tym też decydowałem… To z Tropico dowiedziałem się, że igrzyska i koncerty warto organizować przed wyborami, a zaoszczędzone pieniądze przelewać na konto w szwajcarskim banku. Dzięki Tropico kupiłem sobie cygaro i… zraziłem się do palenia. Ale do dzisiaj mam dwa marzenia, które zostawiło we mnie Tropico. Pierwsze, to odwiedzenie tego pięknego kraju. Podobno od lat 50. niewiele się tam zmieniło. Drugie, to zostanie politykiem. Niekoniecznie komunistą.

4. Liga Polska Manager 2002

Gdybym miał jednym słowem określić swoje dzieciństwo, to byłoby to słowo Odra. To czasy, gdy w Wodzisławiu grała ekstraklasa, a Odra była synonimem piłki nożnej. Prowadzenie swojego klubu w grze komputerowej było przedłużeniem grania w piłkę i chodzenia na mecze. Jedni grali w Fifę, ja wolałem Managera. Manager piłkarski dawał mi szansę sprawdzenia się na polu organizacji, przewidywania i kierowania. To znaczy, wtedy jeszcze nie wiedziałem, co daje mi granie w LPM. Ale patrząc z perspektywy czasu, właśnie te cechy cenię w sobie najbardziej. Dlatego jak już zostanę milionerem, to kupię sobie klub piłkarski. I będę popijał whisky patrząc, jak mój klub wygrywa Ligę Mistrzów. 



5. Plemiona

Była to jedyna gra przez sieć, w jaką grałem dłużej niż tydzień. W Plemionach chodziło o to, aby wybudować wojsko i przejąć wioskę sąsiada. Z kolei żeby przetrwać między tysiącami innych graczy, trzeba było łączyć się z innymi ludźmi w plemiona. I to było to, co mnie przekonało do tej gry. Szybko założyłem własne plemię, które gdy po roku kończyłem grę było w TOP3. Plemiona nauczyły mnie współpracy przy podbijaniu wiosek i negocjowania przy zawiązywaniu sojuszy. Gra była w czasie rzeczywistym, więc żeby wysłać wojska, trzeba było nieraz wstać o 3:00. Choć do rannych ptaszków nie należałem, to dziwnym trafem nie miałem z tym problemów.  

Gry komputerowe kształtują charakter dzieciaka. Widząc, w co dziecko gra, można przewidzieć jakim będzie człowiekiem. Można przewidzieć, co będzie chciało robić w życiu i o czym będzie marzyło. Rzecz jasna nie tylko o gry komputerowe chodzi ale o każdy rodzaj gry – planszowe, karciane czy gry miejskie. Nie oszukujmy się, gry komputerowe są odskocznią dla dzieci gdy nie mamy dla nich czasu. O wiele lepiej jest zagrać w grę z dzieciem, aniżeli zostawić go samemu sobie.


Rodzice nie rozumieli sensu grania w gry komputerowe, bo w czasach gdy byli dziećmi nikt nie spędzał przed komputerem pięciu godzin dziennie. Sami też nie wiemy, jak rozwinie się technologia za 5-10 lat. Rzecz w tym, żeby za nią nadążać. I dzięki temu nie stracić kontaktu z dzieckiem.

Luk
Polub Luka

Luk

Był szeregowym pracownikiem gastronomii, specjalistą ds. marketingu i właścicielem klubokawiarni. Dzieli się wiedzą i doświadczeniem z tymi, którzy otwierają lokal gastronomiczny. Pomaga młodym osobom rozpoczynającym karierę zawodową. Więcej ->
Luk
Polub Luka
Dla mądrych rodziców gry komputerowe nie są głupie
5 votes, 5.00 avg. rating (83% score)
  • ann

    dsj!!! Moja ulubiona gra z czasów informatyki… i nie tylko moja ;))

  • Kofeina

    Plemiona to było coś!!! I jak patrzę na naszych rządzących (na rożnych stopniach) to widzę, że nie grali… bo inaczej by rozumieli debile, że rozbudowy osady nie zaczyna się od budowy pałacu…